Patrole

Jedyna sprawa, jak ustaliliśmy, to nocne patrole po całym Chipewyan. Środek zapobiegawczy wątpliwej, jak sądziłem wówczas, wartości, przedsięwzięty raczej dla samouspokojenia. Bo na nic innego nie potrafiliśmy się zdobyć. Patrolowaliśmy osad? we dnie, lecz przede wszystkim w nocy. Bez żadnego rezultatu. Tak minęły dwa tygodnie., Któregoś wieczoru rozpocząłem nocny dyżur wraz ? Knoxem. Było gorąco, upały nie ustąpiły. Niebo pociemniało. Gdzieś z zachodu, już o zmierzchu, nadciągnęły . chmury i przysłoniły księżyc i gwiazdy. Wyszliśmy w dwóch zaopatrzeni w ręczne naftowe latarki, ; rzucające słaby blask pod nasze stopy. Kiepskie to było oświetlenie. Najpierw ruszyliśmy brzegiem jeziora, skąd ciągnął w stronę lądu leciutki powiew chłodniejszego wiatru. Po prawej stronie ciągnął się szereg domków w ogródkach, widocznych dzięki mdłym światełkom błyskającym zza okiennych szyb. Światełka te powoli gasły. Mieszkańcy Fort Chipewyan, przywykli do wstawania o wczesnym świcie, kładli się spać również wcześnie.

Tamte czasy .